Kategorie: Wszystkie | Marketing Sportowy | NBA | Polska Koszykówka
RSS
piątek, 13 sierpnia 2010
Zmiany, zmiany, zmiany...

"Zmiany, zmiany, zmiany..." jak powiedział Tadek Dudała.

Mój nowy wpis "Więcej pytań niż odpowiedzi" oraz kolejne będą publikowane na nowym blogu (który jest jeszcze w fazie przebudowy):

http://pacuda.blog.onet.pl

Zapraszam.

środa, 04 sierpnia 2010
Marketing Sportowy

Jak wykorzystać fakt sponsorowania np. danej drużyny lub dyscypliny? Trzeba mieć wiedzę, koncepcję i wizję.

Jak tego nie robić? Przykład:

zły marketing sportowy

poniedziałek, 19 lipca 2010
Ciąg dalszy dyskusji o LeBronie

- LeBron nigdy nie będzie Jordanem. To co zrobił pozbawia go obecności w takiej dyskusji. Może wygrywać ile chce. To nie ma znaczenia. Byłoby czymś wielkim zostać w Cleveland, być liderem i wygrać nawet jedno mistrzostwo. Teraz, bez względu na to ile w Miami wygra mistrzowskich pierścieni, Heat wciąż będą zespołem Dwyane'a Wade'a – stwierdził Charles Barkley.

Tym razem nie wklejam swojego komentarza tutaj. Zapraszam na Probasket.pl - można tam zostawić komentarz, można wziąć udział w sondzie.

piątek, 09 lipca 2010
Koniec Króla Jamesa

To koniec ery, która zanim się rozpoczęła, już się zakończyła. LeBron James nie chce być następcą Michaela Jordana. Nie chce być wielkim graczem, który przejdzie do historii, jako najlepszy koszykarz swoich czasów wokół, którego zbudowano mistrzowski zespół. Podpisując umowę z Miami Heat, których nie będzie liderem, LeBron James wykonuje krok w tył i staje się „tylko” jedną z gwiazd NBA.

LBJ stał przed szansą budowania światowej marki. Gdy myślimy Lakers, mówimy dziś Kobe Bryant. Orlando Magic? Dwight Howard itd. Gdyby LBJ przeszedł do Nowego Jorku, to na hasło Knicks mówilibyśmy LeBron James, a co mówimy na Miami Heat? Dwyane Wade? Może od dzisiaj „wielka trójka”? Ale na pewno nie LeBron James.

Jego przejście do Miami sprawia, że będzie musiał diametralnie zmienić swoją grę. Obaj z Wade'm uwielbiają mieć piłkę w każdej akcji i najlepiej, aby akcja zaczynała się od nich. Obaj dominowali grę swoich drużyn. Obaj byli liderami, którzy w decydujących momentach brali ciężar gry na siebie. Teraz będą musieli ograniczyć swoje indywidualne popisy. Będą musieli nauczyć się grać razem.

Czy to źle? Nie. To decyzja, jaką podjął LeBron James. Miał szansę, aby ludzie na całym świecie myśląc NBA, mówili LeBron James. Nie chciał. Mógł zarobić znacznie więcej zostając w Cavs. Nie chciał. Wybrał grę w zespole, w którym ma bez wątpienia największe szanse na mistrzostwo.

Aby stać się ikoną NBA musiałby zostać w Cleveland lub przejść do drużyny, w której byłby liderem (np. Knicks, Nets, Clippers czy nawet Bulls). Tymczasem LBJ wybrał zespół, który już ma lidera, ikonę klubu, która jest w nim od siedmiu lat i już raz zdobyła dla Heat mistrzostwo. Być może jesteśmy świadkami narodzin dynastii Miami Heat, ale jesteśmy też świadkami, jak z Króla Jamesa, LeBron staje się „tylko” jedną z gwiazd NBA, jedną z głównych postaci Miami Heat.

 

 

wtorek, 29 czerwca 2010
Gortat w Warszawie

Dziś odbyła się pierwsza konferencja Marcina Gortata w Polsce. Firma Tissot zainwestowała spore pieniądze w produkt z wykorzystaniem wizerunku MG13. Wypuściła 1984 (rok urodzenia Gortata) egzemplarzy specjalnie na Marcina zaprojektowanych zegarków. Ich cena w sklepie wyniesie bagatela 2800zł.

Konferencja firmy Tissot odbyła się w kultowych obiektach Polonii Warszawa, czyli na K6. Dziennikarze mieli okazję zapytać Gortata o kilka najważniejszych kwestii.

O to co z tego wyszło:

- Gortat: Na 99% zagram w kadrze

- Gortat o odejściu z Orlando Magic

- Gortat nienawidzi Boston Celtics

- Gortat blisko Tigera Woodsa

Pod koniec konferencji odbył się konkurs rzutów wolnych. Niestety nie zostałem wylosowany i nie wziąłem w nim udziału, ale zapewne i tak przegrałbym ze zwycięzcą. Maciek Bonecki, z którym komentuję mecze NBA i WNBA w Orange Sport "sypał jak z rękawa". Bono wygrał zegarek Tissot, ale niestety nie ten MG13 :)

wtorek, 15 czerwca 2010
Po piątym meczu...

Rozmawialiśmy w studiu Sport.pl

 

Po meczu numer 6 spotykamy się z Łukaszem Ceglińskim i Piotrem Szeleszczukiem. Czy już będziemy mówić o mistrzach czy o meczu o wszystko?
wtorek, 08 czerwca 2010
Za dużo sędziów w finałach NBA?

"Finał marzeń" - takim mianem wiele osób określa kolejną rywalizację o mistrzostwo NBA z udziałem legendarnych Celtics i Lakers. Pierwsze dwa mecze były świetne. Najpierw dominacja Lakers i popis Kobe Bryanta, a następnie historyczne "trójki" Ray'a Allena i niesamowita gra Rajona Rondo. Czy jednak coś, a raczej ktoś, nie psuje nam tego widowiska?

Przyglądałem się uważnie wielu sytuacjom w obu meczach (dzięki ci C+ za NBA w HD) i przyznam, że nie mogłem wyjść ze zdziwienia. Dlaczego tak wiele akcji jest przerywanych i uznawane za faule? To wpływ FIBA i konkurs udawania? Gdzie tam był faul? Czemu tego nie puścili? Po co to w ogóle odgwizdywali?

Nie lubię spiskowych teorii, ale tutaj nie można nawet mówić o spisku, bo te decyzje krzywdziły obie drużyny. Wiele osób uzna, że przecież jednym czy dwoma gwizdkami nie da się wypaczyć wyniku spotkania. Odpowiedź nie jest jednak tak oczywista, bo każda decyzja sędziów niesie ze sobą konsekwencje. Niektóre mało istotne, inne bardzo.

W pierwszym spotkaniu Ray Allen co chwilę wracał na ławkę rezerwowych. Przez faule nie mógł złapać właściwego dla siebie rytmu gry. Efekt? 12 punktów, ale Eval 5. W drugim meczu to samo przytrafiło się liderowi Lakers. Na pewno miało to wpływ na jego grę w całym spotkaniu. W dodatku piąte przewinienie odgwizdane na 11 minut przed końcem czwartej kwarty wyjęte zostało z kapelusza. A przewinienia wysokich Celtics? W pewnym momencie zastanawiałem się nawet czy zaraz Paul Pierce nie będzie musiał grać na czwórce!?

Kurt Helin na stronach NBC Sports zwraca uwagę na liczbę osobistych rzucanych przez obie drużyny: "134. Tyle rzutów wolnych oddali Lakers i Celtics w pierwszych dwóch meczach finału NBA 2010. To średnio 67 na mecz. Średnia z sezonu zasadniczego wynosi 48".

Powiecie "przecież to playoffs". Zgadzam się. Intensywność gry jest na pewno większa, stawka jest ogromna, ale zapominając o statystykach, czy nie mieliście po prostu wrażenia, że sędziowie zbyt często ingerowali w wydarzenia na boisku? Czy kontrowersyjnych decyzji sędziów nie było za dużo?

Helin pisze, że dosadnie, ale rozsądnie. Chce zobaczyć zaciętą rywalizację. Ostrą, ale zgodną z przepisami walkę. Mocnych słów użył za to korespondent "Bleacher Report", który jeszcze w trakcie drugiego spotkania napisał, że to najgorszy mecz w wykonaniu sędziów, jaki widział w życiu. Wiele krytycznych uwag pod adresem arbritrów można znaleźć na wielu forach, a także wpisując na twitterze "NBA refs". O dużej liczbie przewinień mówią też na NBA.FanHouse.com

Bez względu na to czy jesteście kibicami Lakers czy Celtics, a może nie sympatyzujecie z żadną z tych drużyn, zachęcam do wzięcia udziału w sondzie Probasket.pl:

 

 


Zapraszam do dyskusji na twitterze: twitter.com/pacuda

poniedziałek, 31 maja 2010
Dlaczego Celtics wygrają mistrzostwo?

Wielu o nich zapomniało, skreśliło w trakcie sezonu, nazywało emerytami. Oni tymczasem jak doświadczony maratończyk – zachowali siły na finisz, a nie biegli ile sił w nogach na początku. Zastrzyk z adrenaliny dał im Rajon Rondo. 24-latek, który w kilka tygodni z wciąż rozwijającego się i perspektywicznego gracza, stał się numerem jeden swojej drużyny. Boston Celtics wyeliminowali najlepszych na Wschodzie Cavaliers oraz Magic i pewnie kroczą po kolejny tytuł mistrzowski.

Dlaczego Celtics wygrają mistrzostwo?

1. Rajon "dzielę i rządzę" Rondo nadaje ton grze Celtics. Od niego zależy tempo, styl i sposób gry C's. To on jest 12 lat młodszy od Dereka Fishera i Lakers nie znajdą sposobu na zatrzymanie Generała RR.

2. Paul "jak trzeba grać to gram" Pierce był MVP finałów w 2008 roku. Kiedy przyszły mecze o być albo nie być zaczął grać jak przed dwoma laty. Artest i Bryant będą po finałach mogli za nim buty nosić.

3. Ray "rzucam i trafiam" Allen dostał nowe nogi i już nie ma problemów z trafianiem. W końcu RR podaje w tempo, a nie ma w NBA zawodnika, który wychodzi na pozycję do rzutu po zasłonach lepiej, niż Sugar Ray.

4. Kevin "weteran wojenny" Garnett stoczył już wiele bitew, ale ta o Boston w 2008 była najważniejsza. Dziś staje przed kolejną, który musi wygrać. Zszedł na drugi plan w ataku, ale wciąż dowodzi obroną, a przecież z tylnego siedzenia kieruje się wojskiem najlepiej.

5. Kendrick "zatrzymam nawet buldożer" Perkins i Glen "ciosów Kliczki też się nie boję" Davis postawią taką ścianę w obronie, że Gasolowi wybiją koszykówkę z głowy, a Bynum... Bynum, who? Bynumem nie będą sobie nawet głowy zawracać.

6. Nate "dajcie mi następnego Supermana" Robinson czeka tylko na swoją szansę. Kryptonit wciąż działa. Bryant i spółka nie mogą spać spokojnie.

7. Doc "stary cwaniak" Rivers przestudiował wszystkie mecze Lakers z playoffs 2010 i zna każdy ich mecz na pamięć. Wie jak zatrzymać Lakers i Bryanta, bo najlepszych asystentów w lidze. Zrobił to dwa lata temu. Zrobi i teraz.

Dlaczego Celtics wygrają mistrzostwo? ... (chwila namysłu) ... aha, przypomniało mi się. Nie wygrają. Lakers 4:2.

Dlaczego Lakers wygrają mistrzostwo?

Jak zawsze są dziesiątki czynników, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ale na kogoś w końcu trzeba postawić! Jeszcze dwa miesiące temu mało kto wierzył, że Celtics są w stanie awansować do finału konferencji, o finale NBA nie wspominając.

Boston szedł jak burza, ale to Los Angeles Lakers wygrali silniejszą konferencję i to oni mają zawodnika, który zasługuje na miano najlepszego gracza w NBA po Michaelu Jordanie.

Dlaczego Lakers wygrają mistrzostwo?

1. Kobe "nikt i nic mnie zatrzyma" Bryant jest aktualnym mistrzem NBA spragnionym rewanżu na Celtics za finał sprzed dwóch lat. Bryant to najlepszy zawodnik w NBA, a to co robił, jak trudne rzuty trafiał w 6 meczu rywalizacji z Phoenix Suns zapisze się w historii.

2. Pau "nie jestem mięczakiem" Gasol dobrze pamięta finał NBA z 2008 roku. Być może statystyk nie miał wcale najgorszych, ale sam nie był w stanie przeciwstawić się wysokim Celtics. Zarzucano mu, że gra miękko, że nie walczy jak powinien. Gasol wziął sobie te uwagi do serca i na pewno o nich pamięta i tak jak Bryant chce rewanżu, aby sobie i innym udowodnić, że jest najlepszym wysokim graczem w NBA.

3. Andrew "dobra jestem" Bynum może nie jest w najwyższej formie, bo wciąż ma problemy z kolanem, ale najważniejsze, że jest. Dwie wieże Lakers są nie do zatrzymania nawet gdy rywale stosują obronę strefową.

4. Ron "wesołek urywający głowy" Artest. Twardziel Ron Ron chce mistrzostwa NBA tak samo mocno jak Bryant. Będzie uprzykrzał życie Paulowi Pierce'owi jak tylko będzie mógł. W końcu jest jednym z najlepszych obrońców w NBA.

5. Derek "kolekcjoner mistrzowskich pierścieni" Fisher. Może i Rondo jest szybszy i młodszy, ale to Big Fish grał trylion razy o mistrzostwo i dobrze wie jak to się robi.

6. Lamar "nie będę próbował wszystkiego robić sam" Odom będzie znów miał przeciwko sobie Kevina Garnetta. 34-letni KG gra zupełnie inaczej, niż dwa lata temu. 31-letni Odom wykorzysta swoje atuty.

7. Phil "nie mam już wolnych palców na mistrzowskie pierścienie" Jackson jest mistrzem spokoju i opanowania. Wie jak wyjść z największych opresji i jak wydobyć z każdego zawodnika, to co umie najlepiej.

Podsumowując, Gasol i Bynum wygrają walkę pod koszami. Artest zatrzyma Pierce'a, a Bryant będzie trafiał z niesamowitych pozycji i Lakers wygrają 4:2.

A według Was kto wygra mistrzostwo? Zachęcam do oddania głosu w sondzie Probasket.pl oraz dyskusji na twitterze i w komentarzach.

czwartek, 27 maja 2010
Kto ty jesteś?

Jest taka kampania społeczna "Pij mleko!". Biorą w niej udział różne znane osoby, nawet postacie fikcyjne jak Szrek. Wziął w niej udział także Marcin Gortat.

Marcin Gortat - Pij mleko!

Oczywiście wszyscy kibice koszykówki wiedzą, że to Marcin Gortat, ale czy wszyscy Polacy to wiedzą? Na pewno dużo więcej osób słyszało nazwisko Gortat i wie, że gra w NBA, ale niekoniecznie pozna go na zdjęciu. To samo tyczy się innych sportowców, których wyników badań rozpoznawalności niestety nie znam. Można się tylko domyślać, że np. o Robercie Kubicy słyszało znacznie więcej Polaków, niż potrafi rozpoznać go na zdjęciu.

Myślę, że w kampaniach społecznych też powinno się uświadamiać kim jest ta znana osoba. Zwłaszcza jeśli jest to sportowiec. Kibicom wydaje się, że wszyscy znają najpopularniejszych sportowców, a tak nie jest, bo wielu Polaków trzeba do sportu dopiero przekonać. Gortatowi też powinno zależeć, aby było tam napisane "Marcin Gortat".
Przypominają mi się "wyspy" Legii Warszawa w centrach handlowych. Sprzedawane tam były różne klubowe gadżety i ubrania, a na zdjęciach piłkarze (także w cywilu). Rzecz w tym, że żadne ze zdjęć nie było podpisane i poza wiernymi kibicami niewiele osób mogło się dowiedzieć "kto to".

"Szczytem" była reklama firmy budowlanej w jednej z gazet. Niestety nie mogę jej znaleźć, bo zachowałem specjalnie na taką okazję. Na zdjęciu "czarnoskóry mężczyzna" z piłką do koszykówki w żółtej koszulce i niebieskich spodenkach. Żadnego podpisu kto to jest, ani że firma jest sponsorem klubu koszykarskiego. Cytując klasyka "chcieli dobrze, ale wyszło jak zawsze".

Warto zwracać na takie rzeczy uwagę, bo jeśli ktoś wykorzystuje fakt sponsoringu, dla dobra swojego i sportu, niech robi to dobrze.

Spięci trenerzy

Najpierw trener Igor Griszczuk "nie odpowiem na to pytanie", a potem trener Tomas Pacesas "kogo pan reprezentuje?". Rozumiem, że to finał, że obaj panowie czują presję, ale bez przesady... Griszczuk mógł powiedzieć, że obrał inną taktykę, a Pacesas... mógł to zostawić Hrycaniukowi, który bardzo dobrze wybrnął z "trudnego" pytania.

Zastanawiam się tylko czy Griszczuk też tak będzie reagował podczas prowadzenia kadry? Czy jak zapytamy "dlaczego X, a nie Y, został w składzie" albo "dlaczego jest takie, a nie inne ustawienie", to trener naszej reprezentacji zamiast wytłumaczyć swoją taktykę odbierze to jako atak na swoją osobę?

poniedziałek, 03 maja 2010
Ciekawostki NBA w liczbach

Od dawna notuję sobie tego typu ciekawostki. Nie tylko dlatego, że jest to bardzo interesujące, ale także przydaje mi się podczas komentowania meczów NBA w stacji Orange Sport.

Kilka z nich jest z przymrużeniem oka, ale niektóre są naprawdę ciekawe.

45-0 taki bilans ma Phil Jackson w seriach w play-offs, kiedy jego drużyna wygrywała pierwszy mecz (21-0 jako trener Lakers). Kiedy Jax przegrywał pierwszy mecz, jego zespół wygrał tylko 7 z 15 rywalizacji.

103 - tyle meczów w playoffs wygrał Phil Jackson jako trener Lakers (wyprzedził w tym elemencie Pata Riley).

10 - tylko dziesięciu zawodników w historii otrzymało tytuł MVP rok po roku. LeBron dołączył właśnie do tego szacownego grona.

78,5% - taki procent drużyn wygrywał serię do 4 wygranych, jeśli po pierwszym meczu prowadził 1:0.

0-4 - taki bilans serii ma Jerry Sloan w playoffs przeciwko drużynom, które prowadził Phil Jackson.

24-3 - taki bilans we własnej hali w trzech ostatnich playoffs mają Los Angeles Lakers (w tym 7-0 przeciwko Jazz).

11-13 - taki bilans mają Lakers w trzech ostatnich playoffs w meczach wyjazdowych.

13,5 - aż tyle punktów więcej zdobywają Lakers we własnej hali (104,4) niż na wyjazdach (90,9) w trzech ostatnich playoffs.

5 - tyle szwów po ciosie Shaqa lekarze założyli Kendrickowi Perkinsowi. Środkowy Celtics wrócił do gry po kilku minutach.

70 - tyle kilogramów różni Shaqa (147kg) od Rajona Rondo (77kg). W pierwszym meczu rozgrywający Celtics upadł mocno na parkiet po tym jak sfaulował go środkowy Cavs.

1 - tyle wsadów jako gracz Cavs wykonał mierzący 185cm Mo Williams. Pierwszy dunk wykonał w ostatnim meczu przeciwko Celtics. Był to jego 170. występ jako zawodnik Cavaliers (wliczając playoffs).

141-1 - tyle punktów i tyle strat miał Jason Richardson (Suns) w pierwszej rundzie playoffs przeciwko Blazers.

116 - tyle pierwszych miejsc na 123 możliwe otrzymał LeBron James w głosowaniu na MVP sezonu zasadniczego.

4-0 taki bilans mają Atlanta Hawks jeśli mecz numer 7 serii playoffs grają we własnej hali.

p.s. info o Richardsonie znalezione na twitterze Maćka Kwiatkowskiego. Pozostałe z ESPN, NBA.com itd.

Zapraszam także na: pacuda @twitter

 

sobota, 17 kwietnia 2010
typy na NBA play-offs

Co prawda napisałem wszystko na twitterze, ale może rzeczywiście warto podsumować typy w całość.

Wszyscy wierzą w finał Lakers - Cavs? Za wcześnie by tak mówić. Co prawda na Wschodzie wydaje się, że tylko Magic mogą zagrozić drużynie z Cleveland, ale to co się dzieje na Zachodzie... Ślędzę dokładnie każdy sezon NBA od 1993 roku i takiej sytuacji nie pamiętam. Jest tu cała lista chętnych, którzy mogą stanąć na drodze i Lakers i co najważniejsze naprawdę mają szansę ich pokonać.

Moje typy:

Cavs-Bulls 4:1 (nawet 4:0). Nie po to liderzy Cavs odpoczywali pod koniec sezonu, aby nie rozpocząć play-offs od wielkiego uderzenia. Bulls i tak powinni się cieszyć, że awansowali do play-offs. Będę bardzo zaskoczony jeśli dramaturgia tej serii będzie podobna do tej sprzed roku, kiedy to Celtics pokonali Bulls po siedmiu meczach i milionie dogrywek.

Magic-Bobcats 4:0 (może 4:1). Bilans Magic od Meczu Gwiazd mówi wszystko. Bobcats grają fajnie, nieźle, nawet dobrze, ale to wciąż za mało na drużynę z Orlando.

Hawks-Bucks 4:1. Może gdyby grał Bogut... ale nie gra. Hawks są mądrzejsi o doświadczenia sprzed roku. To bardzo ważne, że praktycznie w tym samym składzie grają kolejny sezon i z roku na rok pną się w górę. Tegoroczne play-offs to dla nich wielki sprawdzian.

Celtics-Heat 4:3 (a może 3:4?). Najciekawsza rywalizacja na Wschodzie. Czy "emeryci" z Bostonu mogą odpaść już w pierwszej rundzie? Jestem bardzo ciekaw postawy Heat, bo mają szansę wygrać tę serię. Wszystko zależy od tego jakie wsparcie uzyska Dwyane Wade od swoich kolegów. W to, że Celtics ugrają coś więcej poza awansem do drugiej rundy nie wierzę.

 

Rywalizacja na Zachodzie zapowiada się dużo, duuużo ciekawiej.

Lakers-Thunder 4:2. Mistrzowie NBA nie mogą odpaść w pierwszej rundzie, ale Durant i spółka zrobią sporo zamieszania - tak trzymać.

Mavs-Spurs 4:3 (może 2:4?). Chociaż... Coś mi mówi, że tu jednak będzie niespodzianka. Skazywani na porażkę Spurs pokażą nowe oblicze? Byłoby ciekawie.

Suns-Blazers 4:2. Awans bez Brandona Roy'a i całej reszty, to byłoby dopiero wydarzenie. Rozpędzona lokomotywa Słońc nie broni, ale gra świetnie w ataku. Atak wystarczy, aby przejść pierwszą rundę bezboleśnie (podobno Roy może jednak wrócić do gry - interesujące).

Nuggets-Jazz 4:2. Gdyby nie ta lista kontuzji i urazów w Jazz byłaby to najciekawsza para na Zachodzie, gdzie nie wiedziałbym kto jest faworytem. Bez Kirilenki i z Okurem i Boozerem, którzy mają jakieś urazy... w takiej sytuacji Nuggets są faworytami.

A jakie są Wasze typy?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17

michael jordan



M.PACUDA@GMAIL.COM


statystyka




michael jordan